W Internecie trudno znaleźć jakiekolwiek informacje o Stanisławie Marcinkiewiczu. Z racji tego, że jest to postać niezwykle ważna dla historii mojej rodziny oraz tradycji gry na cymbałach wileńskich, postanowiłem spisać i ocalić od zapomnienia jego biografię.
Stanisław był wujkiem i ojcem chrzestnym mojego dziadka, Józefa Krupskiego. To właśnie on około 1925 roku uczył go pierwszych melodii na cymbałach. Dziś – jako reprezentant kolejnego pokolenia – mam przyjemność kontynuować tę rodzinną pasję.
Żaściuny na Wileńszczyźnie – wieś Marcinkiewiczów
Stanisław Marcinkiewicz urodził się w 1897 roku. Był zamożnym człowiekiem – posiadał spore gospodarstwo, ziemię uprawną oraz własny kawałek lasu. Ziemia ta przechodziła w rodzinie z pokolenia na pokolenie: Stanisław odziedziczył ją po swoim ojcu Kazimierzu, a ten z kolei po swoim ojcu Janie.
Stanisław wraz z żoną Marią wychowywał czworo dzieci: syna Józefa oraz córki: Hannę, Helenę i Henrykę. Mieszkali w Żaściunach – niewielkiej wsi na Wileńszczyźnie.
Krótka historia miejscowości
Okres międzywojenny: Od 11 kwietnia 1922 roku Żaściuny znajdowały się w granicach II Rzeczypospolitej (województwo wileńskie, powiat wileńsko-trocki, gmina Rudomino). Według spisu z 1931 roku wieś liczyła 64 mieszkańców i zaledwie 12 domostw. Prawie wszystkie zamieszkiwali Marcinkiewiczowie.
Po II wojnie światowej: W wyniku zmian granic miejscowość znalazła się w granicach Związku Sowieckiego.
Współczesność: Od 1991 roku Żaściuny (lit. Žaščiunai) leżą na terenie niepodległej Litwy.
Muzyka, śpiew i poezja w codziennym życiu
Stanisław Marcinkiewicz słynął w okolicy z pięknej gry na cymbałach oraz dobrego głosu. Znał mnóstwo tradycyjnych pieśni i chętnie śpiewał je przy różnych okazjach. Poza talentem muzycznym miał też zacięcie poetyckie – układał własne wiersze.
Do naszych czasów zachował się tylko jeden napisany przez niego utwór, będący poetycką modlitwą:
Na częstochowskim świetlistym tronie
Od wieków Mario królujesz nam,
Od wieków z Synem Boskim na łonie
Wiedziesz nas biednych do Niebios Bram.Z tysiąca piersi do Ciebie, Panie,
Płynie codzienny błagalny głos.
Tysiące serc polskich Tobie ze łzami
Swojej ojczyzny powierza los.Wszak każdy czuje, że nas wspomoże
Matko Wszechmocna, przyczyna Twa.
Wszak Twoja litość wielka jak morze
I mała nawet wzruszy Cię łza.
Przekaz tradycji – od podstępu po pierwszą lekcję
W tradycji wiejskiej nauka gry nie opierała się na nutach czy formalnych szkołach. Stanisław nauczył się grać prawdopodobnie od swojego ojca, Kazimierza Marcinkiewicza, a cała wiedza przechodziła na słuch.
Swoje cymbały Stanisław przechowywał w bezpiecznym miejscu – wysoko na belce stropowej. Z jednej strony panowały tam bardzo dobre warunki dla drewna (była odpowiednia temperatura i mała wilgoć), z drugiej – instrument znajdował się poza zasięgiem domowników. W tamtych czasach cymbały stroiło się wyłącznie na słuch, co było zajęciem niezwykle czasochłonnym. Wujek dbał więc, aby nikt niepowołany ich nie rozstrajał.
Gdy jednak Stanisław wyjeżdżał do miasta, z pomocą małemu Józefowi przychodziła jego babcia, Katarzyna. Widząc ogromne zainteresowanie wnuka muzyką, zdejmowała ciężki instrument z belki. Mały Ziutek (tak na Wileńszczyźnie pieszczotliwie mówiono na Józefa) próbował swoich sił i uczył się grać zupełnie sam.
Pewnego razu chłopiec postanowił niespodziewanie zaprezentować swoje umiejętności wujkowi. Kiedy Stanisław usłyszał, jak mały siostrzeniec radzi sobie z instrumentem, postanowił zacząć go uczyć. Był to kluczowy moment, który dał początek muzycznej drodze mojego dziadka i sprawił, że gra na cymbałach przetrwała w naszej rodzinie do dziś.
Stanisław Marcinkiewicz zmarł 2 lutego 1949 roku w wieku 52 lat. Został pochowany na cmentarzu w pobliskim Rudominie.
Pamięć o dawnych muzykantach
Choć od śmierci Stanisława Marcinkiewicza minęło już ponad siedemdziesiąt lat, jego wkład w kultywowanie tradycji Wileńszczyzny wciąż żyje. Spisanie jego historii to skromny hołd złożony człowiekowi, bez którego rodzina Krupskich prawdopodobnie nigdy nie sięgnęłaby po ten wyjątkowy instrument.
