Raz na ludowo: O 85 strunach, replice ze zdjęcia i kocie Bykusiu w Radiu Olsztyn

Serdecznie zapraszam do wysłuchania audycji „Raz na ludowo” na antenie Radia Olsztyn, w której miałem ogromną przyjemność wziąć udział. Spotkanie poprowadziła redaktor Anna Minkiewicz-Zaremba, a nasza rozmowa toczyła się wokół rodzinnych tradycji, gry na cymbałach wileńskich oraz wyzwań, przed jakimi staje współczesny rekonstruktor muzyki tradycyjnej.

Piotr Krupski i Anna Minkiewicz-Zaremba
Piotr Krupski i Anna Minkiewicz-Zaremba.

Całej audycji możecie posłuchać bezpośrednio na stronie Radia Olsztyn:

🔊 Piotr Krupski w audycji „Raz na ludowo” – posłuchaj nagrania

Poniżej przygotowałem rozwinięcie najciekawszych wątków, o których rozmawialiśmy na antenie.

Geny nie dają o sobie zapomnieć

Choć muzyka towarzyszyła mi od zawsze, do samych cymbałów trafiłem stosunkowo niedawno. Pomysł ten dojrzewał we mnie przez długie lata, ale prawdziwy przełom nastąpił, gdy zacząłem intensywnie badać genealogię naszej rodziny.

Kluczowym momentem była podróż na Wileńszczyznę. Spotkanie z krewnymi, o których istnieniu wcześniej nie miałem pojęcia, sprawiło że postanowiłem podjąć rzuconą przez los rękawicę i kontynuować dzieło dziadka.

Jako dziecko odwiedzałem mojego dziadka Józefa w Kętrzynie podczas ferii zimowych i letnich wakacji. Choć sadzał mnie wtedy przed swoim instrumentem i pokazywał podstawy, masa strun ogromnie mnie onieśmielała. Instrument wydawał mi się wtedy wręcz niemożliwy do opanowania. Zapamiętałem jednak niezwykły widok: dziadek potrafił przez cały dzień z benedyktyńską cierpliwością stroić cymbały tylko po to, by wieczorem zagrać dla nas domowy koncert.

Replika z dokładnością do 1 centymetra

Mój dziadek, po przesiedleniu się na Mazury, musiał zostawić swoje pierwsze cymbały (należące wcześniej do jego wuja, Stanisława Marcinkiewicza) w Wilnie. Po przejściu na emeryturę w 1978 roku postanowił własnoręcznie zbudować nowy instrument. Gromadził wiedzę, dobierał materiały i w 1983 roku stworzył cymbały, na których grał do 1990 roku.

Ja nie posiadałem takich umiejętności stolarskich i lutniczych, dlatego stworzenie mojego instrumentu powierzyłem znakomitemu lutnikowi, panu Arturowi Jachimowiczowi z Kożuchowa koło Zielonej Góry. Zadanie było karkołomne:

  • Lutnik musiał odtworzyć konstrukcję wyłącznie na podstawie zachowanych fotografii.
  • Dopiero dwa lata po zbudowaniu tych cymbałów dotarłem do książki prof. Piotra Dahliga „Cymbaliści w kulturze polskiej”, gdzie czarno na białym podano dokładne wymiary oryginalnego instrumentu mojego dziadka.
  • Po zmierzeniu mojej repliki okazało się, że różnica wynosi zaledwie jeden centymetr! To niebywały dowód kunsztu pana Artura.

Moje cymbały to instrument niezwykle wymagający. Posiadają 85 strun (17 pasm po 5 strun w każdym) i są szalenie wrażliwe na zmiany temperatury oraz wilgotności powietrza. Potrafią odstroić się nawet o pół tonu w górę lub w dół, co wymaga ode mnie sięgania po klucz do strojenia.

Baterie, głośniki i weselne eksperymenty

Cymbały są dziś instrumentem na tyle unikalnym, że podczas moich pierwszych publicznych prób na Starym Mieście w Elblągu spotykałem się z ogromnym zaskoczeniem przechodniów. Wielu ludzi myli je z dziecięcymi „cymbałkami” (które mają strojone blaszki i w rzeczywistości są dzwonkami diatonicznymi lub chromatycznymi). Zdarzały się też niesamowicie zabawne sytuacje i pytania:

  • „Proszę pana, a na ile czasu gry starcza jeden komplet baterii?”
  • „A gdzie ten instrument ma ukryte głośniki, że tak głośno gra?”

Cierpliwie tłumaczyłem wtedy, że cała tajemnica tkwi akustyce – sile uderzenia drewnianych pałeczek w 85 napiętych strun i dużym pudle rezonansowym. 

Zadziwiający jest też sam repertuar po moim dziadku, który wykonuję na cymbałach. Raz spróbowałem zagrać na weselu u kolegi – instrument wzbudził gigantyczną sensację jako egzotyczna atrakcja, ale szybko okazało się, że współczesne pokolenie zupełnie zatraciło umiejętność tańczenia tradycyjnych polek, czy walczyków.

Droga do Kazimierza i najbardziej muzykalny kot w Polsce

Podczas audycji słuchacze mogli usłyszeć nie tylko moje wykonania, ale też archiwalne nagranie z końca 1989 roku, na którym mój dziadek Józef z niezwykłą swobodą gra „poleczkę na rozgrzewkę”, gwiżdżąc i podśpiewując w trakcie. Sam wciąż uczę się tego obszernego repertuaru ze słuchu, korzystając właśnie z taśm magnetofonowych.

Niedługo wystąpię na Ogólnopolskim Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą w kategorii folkloru rekonstruowanego, ponieważ nie miałem szansy odebrać bezpośrednich nauk od dziadka. Moja droga z tym instrumentem doprowadziła mnie jednak do ogromnego wyróżnienia – podczas Międzynarodowego Jarmarku Folkloru w Węgorzewie jury wytypowało mnie do reprezentowania regionu na tym prestiżowym festiwalu.

Co ciekawe, w moich codziennych, intensywnych przygotowaniach do festiwalu zawsze towarzyszy mi niezwykły asystent – mój kot Bykuś. Z trzech moich kotów to właśnie on wykazuje największe zainteresowanie muzyczne. Podczas nagrywania audycji przez redaktor Annę Minkiewicz-Zarembę, Bykuś bezceremonialnie próbował wślizgnąć mi się na kolana, zafascynowany ruchem pałeczek uderzających w struny. Pozostałe koty, spłoszone obecnością radiowego mikrofonu, wolały obserwować wszystko z bezpiecznego ukrycia.

Zapraszam jeszcze raz do wysłuchania całej audycji i wspólnego zanurzenia się w ten piękny, ginący świat tradycyjnych dźwięków!

Fot. Piotr Krupski, Anna Minkiewicz-Zaremba

n

n

n

n

Piotr Krupski przed mikrofonem Radia Olsztyn
Nagranie trwa.

n
n

n

n

n

Piotr Krupski z kasetami z nagraniami Józefa Krupskiego
Kasety z nagraniami mojego dziadka.

n
n

n

n

n

Piotr Krupski i jego kot Bykuś
Bykuś też chciał zagrać.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nowości z cymbaly.com.pl

Zapisz się, by otrzymywać wieści ze świata cymbałów.

Please wait...

Dziękujemy za zapisanie się.

Przewijanie do góry