Artur Jachimowicz wykonał dla mnie cymbały

Stało się. 20 marca 2012 roku kurier dostarczył mi przesyłkę, na którą czekałem z niecierpliwością przez ostatnie trzy miesiące. W moim pokoju stanęły nowe, pachnące jeszcze drewnem i lakierem cymbały. To nie jest jednak zwykły, seryjny instrument – to wierna replika wileńskich cymbałów mojego dziadka, Józefa Krupskiego.

Ponieważ oryginalny instrument po dziadku nie zachował się, a we mnie po latach obudziło się silne pragnienie powrotu do korzeni, zmuszony byłem zamówić nową sztukę u profesjonalnego lutnika. Przede mną otwiera się teraz zupełnie nowy rozdział: całkowita nauka gry ze słuchu na podstawie archiwalnych nagrań po moim dziadku.

Jak trafiłem do pracowni lutniczej Artura Jachimowicza?

Znalezienie twórcy, który podjąłby się odtworzenia unikalnych cymbałów wileńskich było łatwe. Na pracownię Artura Jachimowicza, lutnika z Kożuchowa, natrafiłem przez portal Allegro. Pan Artur wystawiał tam akurat zrobione przez siebie cymbały, ale w opisie aukcji widniał kluczowy dopisek: „wykonuję również instrumenty na indywidualne zamówienie”.

Długo się wahałem, zanim napisałem pierwszą wiadomość. Przecież praktycznie nie potrafię grać na tym instrumencie! Mam dopiero zacząć naukę od absolutnego zera. Czy był sens zamawiać replikowany instrument? Oczywiście tak! Pragnienie odtworzenia tradycji dziadka było jednak silniejsze.

W grudniu 2011 roku wysłałem do Kożuchowa kilkanaście starych fotografii, film z grą dziadka, oraz schemat strojenia zaczerpnięty z podręcznika Edwarda Mojsaka „Szkoła gry na cymbałach”. Odpowiedź, jaką otrzymałem od pana Artura, rozwiała moje wątpliwości:

„Witam. Po tym wszystkim co mi Pan napisał, myślę, że nie będzie problemu ze zrobieniem repliki. Oczywiście wszystkie materiały tj. zdjęcia, filmy, a nawet części starych cymbałów pomogą odwzorować wymiary, kształt itp. Na swoim koncie mam już parę replik starych instrumentów, w związku z czym bez problemu mogę się podjąć budowy repliki cymbałów Pańskiego dziadka, co sprawi mi wielką satysfakcję. Będę miał też przyjemność, że mogę się przyczynić do kontynuowania tak pięknej tradycji.”

Prace nad instrumentem ruszyły pod koniec grudnia i trwały równe trzy miesiące. Mistrz krok po kroku rekonstruował instrument na bazie dostarczonych materiałów, dbając o to, by zarówno instrument, nóżki, pasek, jak i drewniane pałeczki były jak najbardziej zbliżone do oryginału.

Pierwsze wrażenie

Gdy przesyłka w końcu dotarła i stanęła na środku pokoju, moim pierwszym, zupełnie irracjonalnym odczuciem było… lekkie rozczarowanie. Karton wydał mi się zdumiewająco mały. Gdzie podziała się ta potężna, wręcz monumentalna „machina muzyczna”, którą zapamiętałem z czasów dzieciństwa? Dopiero po otwarciu pudełka zrozumiałem, jak bardzo ludzka pamięć potrafi płatać figle. To nie gabaryty instrumentu uległy zmianie – to ja nie byłem już małym chłopcem.

Po otwarciu paczki natychmiast wróciły wspomnienia z kętrzyńskiego mieszkania dziadka. Miałem wtedy kilkanaście lat, gdy podczas jednych z rzadkich wakacji dziadek posadził mnie na wersalce i bez słowa położył swoje ciężkie cymbały wprost na moich chłopięcych kolanach. Pamiętam fizyczny nacisk cymbałów na nogi – instrument wydawał mi się wtedy skomplikowanym kosmicznym mechanizmem.

Dziadek włożył mi w dłoń drewnianą pałeczkę, rzucił krótkie polecenie, bym spróbował uderzyć w struny, a sam z właściwym sobie spokojem wyszedł do drugiego pokoju. Zostałem sam na sam z gąszczem metalowych pasm. Wiedziałem jednak, że zza ściany dobiega go każdy mój nieskoordynowany ruch i że w ciszy analizuje mój słuch oraz poczucie rytmu. Po jakimś czasie wrócił, stanął nade mną, objął moją kurczowo zaciśniętą na pałeczce dłoń i jednym, pewnym ruchem poprowadził moją rękę, pokazując, jak zagrać „Walca niebieskiego”.

Przebudzenie po latach

Nasze spotkania były sporadyczne, ograniczone do krótkich wakacji czy ferii zimowych. Nie było tam warunków ani czasu na systematyczną edukację. Jak się jednak okazuje, tamto kętrzyńskie dotknięcie dłoni, chłód metalowych strun i dyskretna obecność dziadka nasłuchującego moich pierwszych prób zza ściany miały potężną siłę. Zasiały we mnie ziarno tradycji, które przetrwało w uśpieniu przez dwie dekady.

Dziś, gdy replika wileńskich cymbałów stoi przede mną, czuję, że nadszedł czas na spłatę tego długu pamięci. Przede mną ogromne wyzwanie – strojenie, opanowanie instrumentu i wgryzanie się w archiwalne taśmy. Droga jest nieznana, ale fundament pod kontynuację wileńskiej tradycji w naszym domu został właśnie podłożony.

Artur Jachimowicz
Artur Jachimowicz w swojej pracowni-cymbałowni (fot. Piotr Piszczatowski)

A oto kilka zdjęć instrumentu, które wykonał Artur Jachimowicz jeszcze w Kożuchowie:

Cymbały Piotra Krupskiego
Cymbały Piotra Krupskiego
Cymbały Piotra Krupskiego

Udostępnij

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nowości z cymbaly.com.pl

Zapisz się, by otrzymywać wieści ze świata cymbałów.

Please wait...

Dziękujemy za zapisanie się.

Przewijanie do góry