Elbląska Gazeta Internetowa „Portel” opublikowała artykuł o mojej działalności w ramach cyklu „Elblążanie z pasją” (odcinek 7). Rozmowa dotyczy rekonstrukcji wileńskiej tradycji gry na cymbałach, moich wcześniejszych doświadczeń z muzyką elektroniczną oraz tego, jak udaje mi się łączyć różne pasje w codziennym życiu.
Poniżej przedstawiam rozwinięcie najważniejszych wątków, które pojawiły się w tym materiale.
Rodzinne korzenie i samodzielna nauka
Muzyka cymbałowa była obecna w mojej rodzinie jeszcze przed wojną. Wszystko zaczęło się w miejscowości Żaściuny pod Wilnem, gdzie mieszkał wujek mojego dziadka Józefa Krupskiego, Stanisław Marcinkiewicz – to właśnie on nauczył mojego dziadka gry na tym instrumencie. Dziadek powrócił do swojej pasji w wieku emerytalnym i odnosił duże sukcesy na festiwalach muzyki ludowej.
Moja własna przygoda z tym instrumentem trwa od trzech lat. Decyzja o rozpoczęciu nauki dojrzewała we mnie stopniowo; bodźcem były m.in. rozmowy z babcią oraz wizyta u rodziny w okolicach Wilna. Ponieważ na naszym terenie nie ma obecnie nikogo, kto mógłby uczyć gry na tym instrumencie, całą wiedzę zdobywam samodzielnie:
-
Praca z nagraniami: Uczę się ze słuchu, analizując archiwalne nagrania pozostawione przez dziadka. Staram się jak najwierniej odtwarzać jego repertuar (walczyki, oberki, marsze, polki).
-
Wyjście do ludzi: Już po miesiącu nauki zdecydowałem się na pierwsze publiczne występy na elbląskiej starówce.
-
Festiwalowy debiut: Niedawno wziąłem udział w Międzynarodowym Jarmarku Folkloru w Węgorzewie, gdzie mój występ na instrumencie liczącym 85 strun przyniósł mi nominację do Ogólnopolskiego Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym.
Pejzaż elbląskiej starówki i fakty o instrumencie
Regularne granie na elbląskim Starym Mieście to okazja do ożywiania tej wciąż młodej przestrzeni miejskiej, ale też do weryfikacji wiedzy o samym instrumencie. Reakcje przechodniów bywają zaskakujące – od pytań o nazwę instrumentu, po dociekania, gdzie ukryte są głośniki lub na ile starcza komplet baterii.
W rozmowie odniosłem się także do popularnych mitów literackich. Istnieją analizy naukowe dowodzące, że opis techniki gry stworzony przez Adama Mickiewicza był wyłącznie owocem jego poetyckiej wyobraźni. Najlepsi współcześni instrumentaliści próbowali odtworzyć ten fragment, jednak w praktyce jest to niewykonalne.
Od syntezatorów do muzyki tradycyjnej
Moja droga do folkloru nie była oczywista. Pierwsze kroki stawiałem jeszcze w szkole podstawowej w chórze, gdzie instrumentem był po prostu mój głos. Później przez wiele lat zajmowałem się muzyką elektroniczną – grałem na syntezatorach analogowych i cyfrowych, nagrałem kilka płyt i występowałem na festiwalach el-muzyki.
To doświadczenie procentuje do dziś. W ramach prywatnych eksperymentów próbowałem z powodzeniem odtwarzać na cymbałach utwory Jeana-Michela Jarre’a. Choć brzmiało to ciekawie, publicznie skupiam się wyłącznie na tradycyjnym repertuarze. Obecnie nie zajmuję się już komponowaniem elektroniki, pozostając na etapie jej słuchania.
Przyroda i turystyka
Muzyka to nie jedyna moja pasja. Od kilku lat należę do PTTK, co pomogło mi zmienić osiadły tryb życia i aktywnie spędzać wolny czas. Ważne miejsce w moim życiu zajmują też zwierzęta – w domu opiekuję się trzema kotami, a w stajni w Kadynach stacjonuje moja klacz, Branka. Kontakt z koniem traktuję czysto relacyjnie, jako możliwość poznawania natury tego zwierzęcia, bez nastawienia na trening sportowy.
Uważam, że każdy jest w stanie znaleźć w ciągu dnia czas na realizację własnych marzeń i zainteresowań – nie warto z tym czekać aż do emerytury.
Artykuł do przeczytania:

