Po raz pierwszy miałem okazję zagrać na cymbałach wileńskich na Wileńszczyźnie. Było to dla mnie szczególne wydarzenie, ponieważ właśnie z tym regionem związana jest tradycja gry na cymbałach, której poświęcam swoje badania.
Zostałem zaproszony do Gimnazjum im. F. Ruszczyca w Rudominie, gdzie odbywała się lekcja otwarta zatytułowana „Świat zapachów i dźwięków w «Panu Tadeuszu» Adama Mickiewicza”. Lekcję prowadziła Alina Miłosz, wnuczka Stanisława Marcinkiewicza, cymbalisty, który w latach międzywojennych nauczył gry na cymbałach mojego dziadka, Józefa Krupskiego. Moja gra na cymbałach była częścią tego spotkania i miała przybliżyć uczniom brzmienie instrumentu, który przez wiele lat był obecny w muzycznej tradycji Wileńszczyzny.
Cymbały na Wileńszczyźnie
Rudomino zajmuje szczególne miejsce w historii wileńskich cymbałów. To właśnie tutaj przez wiele lat mieszkał Piotr Kaczanowski (1934–2011), jeden z ostatnich przedstawicieli tej tradycji na Wileńszczyźnie.
Kaczanowski urodził się w Jezierszczyźnie, niedaleko Rudomina. Gry na cymbałach zaczął uczyć się jako dziesięcioletni chłopiec. Jego pierwszym nauczycielem był weselny muzyk Józef Jurałowicz, a później jego córka Maria. Już jako nastolatek zaczął występować na weselach i grać w kapelach.
Przez dziesięciolecia cymbały towarzyszyły mu podczas wesel, zabaw i innych uroczystości. Pracując na co dzień w gospodarstwie i kołchozie, wieczorami i w dni wolne nadal zajmował się muzyką. Grał ze słuchu, nie posługiwał się nutami, a jednocześnie miał bardzo dobre poczucie melodii i rytmu.
Był również człowiekiem uzdolnionym manualnie. Sam budował i naprawiał cymbały, wykonywał pałeczki, a nawet uczył innych gry na instrumencie. W późniejszych latach jego gra została utrwalona na nagraniach i w publikacjach poświęconych tradycyjnej muzyce Wileńszczyzny.
Jego pełna biografia znajduje się w osobnym artykule na mojej stronie.
Spotkanie z rodziną cymbalisty
Podczas lekcji w rudomińskim gimnazjum wydarzyło się coś, co nadało temu spotkaniu szczególny charakter. Wśród obecnych były wnuki Piotra Kaczanowskiego. Nie był to więc dla mnie zwykły występ z tradycyjnym instrumentem. Grałem na cymbałach w miejscu, z którym związana była historia jednego z ostatnich wileńskich cymbalistów, a moje wykonanie mogli usłyszeć członkowie jego rodziny.
Było w tym coś symbolicznego. Tym bardziej że również sama lekcja miała rodzinny związek z historią wileńskich cymbałów. Prowadząca ją Alina Miłosz była wnuczką Stanisława Marcinkiewicza, natomiast jej mama, Henryka Wilkiń, córka Marcinkiewicza, śpiewała w zespole „Rudomianka”, któremu na cymbałach przez lata przygrywał właśnie Piotr Kaczanowski.
W jednej szkolnej sali spotkały się więc osoby i historie, które łączyły kilka pokoleń muzycznej tradycji Rudomina.
„Pan Tadeusz” i dźwięki dawnej Wileńszczyzny
Temat lekcji był szczególnie dobrze dopasowany do obecności cymbałów i odwrotnie. W „Panu Tadeuszu” Adama Mickiewicza ważną rolę odgrywa przecież Jankiel – słynny cymbalista, którego koncert jest jednym z najbardziej znanych muzycznych fragmentów epopei.
To właśnie Jankiel, grając na cymbałach, opowiada muzyką historię. Mickiewicz poświęcił jego występowi obszerny fragment utworu, opisując zarówno samego muzyka, jak i brzmienie instrumentu oraz kolejne melodie wydobywane spod jego pałeczek.
Lekcja „Świat zapachów i dźwięków w «Panu Tadeuszu»” pozwalała więc spojrzeć na epopeję nie tylko przez pryzmat słów, ale również dźwięków obecnych w jej świecie. W takim kontekście możliwość usłyszenia na żywo cymbałów była czymś więcej niż zwykłą prezentacją instrumentu. Była próbą przybliżenia uczniom jego brzmienia, który znamy również z kart dzieła Mickiewicza.
Dla mnie znaczenie tego spotkania było jeszcze większe. Grałem bowiem na cymbałach wileńskich na Wileńszczyźnie – w regionie, z którym związana jest tradycja muzyczna, z której wyrósł także świat opisany przez Mickiewicza. A wśród uczestników lekcji znajdowały się wnuki Piotra Kaczanowskiego, jednego z ostatnich wileńskich cymbalistów.
W jednej sali spotkały się więc trzy rzeczy: Jankiel z „Pana Tadeusza”, żywa jeszcze pamięć o wileńskich cymbalistach oraz współczesne brzmienie cymbałów.
Rudomino i pamięć o cymbalistach
Rudomino ma dla historii tej tradycji znaczenie większe, niż mogłoby się początkowo wydawać. Na miejscowym cmentarzu spoczywa między innymi Piotr Kaczanowski, ale także dwaj inni wileńscy cymbaliści – Stanisław Marcinkiewicz (1897–1949) oraz Władysław Marcinkiewicz (1928–1990).
Stanisław Marcinkiewicz jest dla mnie postacią szczególnie ważną. To właśnie on około 1925 roku nauczył gry na cymbałach mojego dziadka, Józefa Krupskiego. W ten sposób historia cymbałów wileńskich łączy również moją rodzinę z Rudominem i okolicznymi miejscowościami. Kiedy więc zagrałem w Rudominie na cymbałach, nie był to dla mnie przypadkowy występ w przypadkowym miejscu. Była to część znacznie dłuższej historii.
Od rodzinnej tradycji do szkolnej lekcji
Cymbały przez dziesięciolecia funkcjonowały przede wszystkim w naturalnym środowisku muzycznym – podczas wesel, zabaw, spotkań rodzinnych i uroczystości. Współczesny występ w szkole miał zupełnie inny charakter. Instrument znalazł się w sali lekcyjnej, a jego brzmienie stało się elementem zajęć edukacyjnych. Jest to jedna z dróg, dzięki którym tradycyjny instrument może nadal być obecny w świadomości kolejnych pokoleń. Nawet jeśli zmienia się jego funkcja, sam dźwięk pozostaje nośnikiem pamięci o kulturze regionu.
W przypadku Rudomina było to szczególnie wymowne, ponieważ tradycja cymbałowa nie była tutaj tylko odległą historią. Jeszcze niedawno żył człowiek, który przez większą część swojego życia grał na tym instrumencie.
Mój pierwszy występ na Wileńszczyźnie
Był to mój pierwszy występ na cymbałach wileńskich na Wileńszczyźnie. Sam fakt zagrania w tym regionie miał dla mnie ogromne znaczenie. Wcześniej znałem historię tych cymbałów przede wszystkim z opowieści, publikacji, nagrań i rodzinnej pamięci. Teraz mogłem przywieźć instrument w miejsce, z którego wywodziła się część tradycji, którą próbowałem poznać i zachować. Szczególne znaczenie miała obecność wnuków Piotra Kaczanowskiego. Dzięki nim spotkanie nie było wyłącznie prezentacją instrumentu i muzyki. Stało się również spotkaniem dwóch pokoleń – rodziny dawnego cymbalisty i człowieka, który próbował kontynuować zainteresowanie tą tradycją.
Cymbały, które łączą pokolenia
Właśnie takie sytuacje pokazują, że tradycja muzyczna nie kończy się wraz ze śmiercią jej wykonawcy. Piotr Kaczanowski nie żył już od kilku lat, ale pamięć o nim jest nadal obecna w jego rodzinie i w miejscu, z którym związane było jego życie. Jego wnuki mogły zobaczyć i usłyszeć instrument, któremu ich dziadek poświęcił tak dużą część swojego życia.
Dla mnie był to jeden z tych momentów, w których historia cymbałów przestaje być wyłącznie tematem badań. Staje się czymś, czego można dotknąć, posłuchać i doświadczyć osobiście. Rudomino pozostaje jednym z ważnych miejsc na mapie wileńskiej tradycji cymbałowej. A mój występ w miejscowym gimnazjum był pierwszą okazją, by tę tradycję spotkać nie tylko poprzez dokumenty i opowieści, lecz również poprzez własną grę na instrumencie.




