Radio Lublin i „Skarbnica folkloru” – wywiad, wspomnienia o dziadku i muzykująca tradycja Krupskich

14 marca 2016 roku na antenie Radia Lublin, w audycji red. Bogumiły Nowickiej pt. „Skarbnica folkloru”, został wyemitowany wywiad z moim udziałem. W programie zaprezentowano również nagrania zarejestrowane podczas 49. Ogólnopolskiego Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym w 2015 roku, gdzie miałem zaszczyt zdobyć II nagrodę w kategorii solista-instrumentalista.

Całe to spotkanie przed radiowym mikrofonem nie doszłoby do skutku, gdyby nie inicjatywa Mirosława Nalaskowskiego, któremu składam serdeczne podziękowania za organizację wywiadu.

Niezwykle wzruszającym momentem była dla mnie sama rozmowa z panią redaktor Bogumiłą Nowicką. Okazało się, że doskonale pamiętała ona moją rodzinę – dziadka Józefa Krupskiego oraz jego drugiego wnuka, a mojego kuzyna, Andrzeja Zajko. Obaj w przeszłości wielokrotnie występowali na kazimierskiej scenie, zdobywając czołowe laury i wpisując się w historię tego festiwalu. Co ważne, w archiwach Radia Lublin do dziś spoczywają bezcenne nagrania dokumentujące ich mistrzowską grę na cymbałach wileńskich.

Prawdziwą niespodziankę sprawiła mi przesyłka, która nadeszła 5 kwietnia 2016 roku. Pani Bogumiła przysłała mi płytę CD wraz z niezwykle ciepłym, osobistym listem. Na krążku znalazł się zarówno pełny zapis przeprowadzonego ze mną wywiadu, jak i moje konkursowe nagrania zarejestrowane 27 czerwca 2015 roku w Kazimierzu Dolnym.

Kazimierskie ślady: Od Józefa Krupskiego do wnuków

Mój dziadek Józef był w Kazimierzu Dolnym postacią dobrze znaną – dwukrotnie przyjeżdżał na festiwal, prezentując autentyczny, wileński styl gry. W 1988 roku wywalczył pierwsze miejsce w kategorii seniorów-instrumentalistów. Później w jego ślady poszedł Andrzej Zajko, zdobywając m.in. drugą nagrodę w 1996 roku oraz liczne wyróżnienia na innych przeglądach w Polsce.

Kiedy sam stanąłem na kazimierskiej estradzie, towarzyszyły mi ogromne emocje. Świadomość, że gram w tym samym miejscu, w którym lata temu grał mój dziadek, potrafiła sparaliżować. Musiałem narzucić sobie dyscyplinę myślową i odsunąć tremę na bok, aby skupić się wyłącznie na jak najlepszym wykonaniu utworów.

Od kaset od babci do wileńskiego stylu

Moja własna droga do cymbałów była nieoczywista i wymagała cierpliwości:

  • 2000 rok: Otrzymałem od babci (żony dziadka Józefa) kasety z archiwalnymi nagraniami dziadka. To wtedy wykiełkowała myśl, by spróbować pójść tą drogą.

  • Bariera odległości: Dziadek mieszkał 160 km od Elbląga. W dzieciństwie widywaliśmy się głównie podczas wakacji i ferii. Choć sadzał mnie przed instrumentem i pokazywał podstawy, krótki czas wizyt nie pozwalał na pełną naukę.

  • Samodzielne początki: Z braku własnego instrumentu minęły kolejne lata, zanim zamówiłem cymbały i rozpocząłem naukę.

  • Nagrania: Kluczowa okazała się skrupulatna analiza nagrań audio i wideo dziadka.

Obserwacja archiwalnych materiałów wideo pozwoliła mi dostrzec niuanse, których nie dałoby się wyłapać z samego słuchu. Przykładem jest utwór „Kozak” – dziadek wykonywał go w bardzo szybkim tempie, grając prawie wyłącznie prawą ręką po prawej stronie instrumentu. Aby wiernie odtworzyć jego styl, opanowałem tę samą techniczną „ekwilibrystykę”.

Codzienność, praca i test na elbląskiej starówce

Łączenie pasji do muzyki z codziennymi obowiązkami bywa wyzwaniem. Prowadząc jednoosobową działalność gospodarczą, muszę być dla siebie – jak z uśmiechem zauważyłem w rozmowie – „i księgowym, i sprzątaczką”. Na grę pozostają głównie weekendy, kiedy instrument staje się dla mnie najlepszą formą relaksu.

Ciekawym sprawdzianem moich umiejętności i przełamaniem oporów przed publicznością było wyjście na ulice Elbląga:

Zaledwie miesiąc po rozpoczęciu nauki wyszedłem z cymbałami na starówkę w Elblągu. Chciałem przetestować sam siebie i sprawdzić reakcje przechodniów. Mieszkańcy przyjęli te tradycyjne dźwięki z ogromnym entuzjazmem, a położony przede mną kapelusz szybko się zapełniał. To dało mi ogromną motywację do dalszych ćwiczeń.

Żywa tradycja rodzinna

Cieszę się, że wieść o moim powrocie do cymbałów dotarła również do naszej rodziny na Wileńszczyźnie – tam, gdzie tradycję tę pielęgnował dawniej wujek mojego dziadka (Stanisław Marcinkiewicz), który był jego pierwszym nauczycielem.

Choć rodzinny, wielopokoleniowy dom na Wileńszczyźnie odwiedziłem kilka lat temu jeszcze bez instrumentu, myśli o powrocie w tamte strony z cymbałami są we mnie wciąż żywe. Najważniejsze jest jednak to, że muzyczna tradycja cymbalistów z rodziny Krupskich nie zaginęła.

Pani Redaktor Bogumile Nowickiej oraz całej redakcji Radia Lublin składam serdeczne podziękowania za pamięć, ciepłe słowa i udostępnienie materiałów archiwalnych!

Oczekiwanie na nagranie
Udostępnij

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nowości z cymbaly.com.pl

Zapisz się, by otrzymywać wieści ze świata cymbałów.

Please wait...

Dziękujemy za zapisanie się.

Przewijanie do góry