Postać Antoniego Suchorolskiego od dawna tkwiła w mojej pamięci. Kojarzyłem go przede wszystkim z archiwalnych nagrań wideo, dokumentujących jego liczne występy podczas Turniejów Instrumentalistów Ludowych w Gryfinie. Był to cymbalista o niezwykłej charyzmie i unikalnym stylu. Tym bardziej ucieszyła mnie wiadomość, że wydawnictwo In Crudo postanowiło ocalić od zapomnienia jego fonograficzny dorobek, wydając cyfrowy album zatytułowany „Marysiu, tyś mój raj! I inne melodie kresowe”.
Materiał ten został zarejestrowany 27 lutego 1995 roku podczas koncertu w warszawskim Klubie Remont. Zapraszam do odsłuchania blisko 45 minut muzyki cymbałowej prosto z dawnych Kresów, która przenosi w zupełnie inny świat, a przy okazji warto przypomnieć niezwykłe, trudne losy tego podolskiego cymbalisty.
Życiorys wpisany w historię Kresów
Antoni Suchorolski (1921–2009) był warszawiakiem „zza Buga”, którego życie mocno poplątała historia.
Urodził się we wsi Skorodyńcach w powiecie Czortków (dawne województwo tarnopolskie). Wychował się w społeczności, w której połowę stanowili Polacy, a połowę Ukraińcy. Codzienne życie toczyło się tam w rytmie ciężkiej pracy na roli, ale też wspólnych świąt i sąsiedzkiej zgody.
Ten spokojny, choć biedny świat brutalnie przerwała II wojna światowa. W marcu 1944 roku oddziały banderowskie spaliły dom rodziny Suchorolskich i zamordowały część krewnych. Jesienią tego samego roku Antoni wstąpił do I Armii Wojska Polskiego, służąc w zwiadzie łączności IV Dywizji. Po wojnie los rzucił go do Poznania, a od 1958 roku na stałe związał się z Warszawą, zostając zawodowym wojskowym, inżynierem łączności w stopniu podpułkownika i wykładowcą w Szkole Oficerskiej w Zegrzu.
Szkoła podolskiego muzykowania
Tradycja gry na cymbałach była w domu Suchorolskich silna. Pierwsze kroki Antoni stawiał pod okiem starszego brata Jana. Jako zaledwie dwunastolatek (od 1933 roku) grał już regularnie w kapeli na zabawach i weselach. Choć z czasem nauczył się grać na skrzypcach, akordeonie i trąbce, to właśnie cymbały pozostały jego podstawowym instrumentem.
Przed wojną współtworzył w Skorodyńcach czteroosobową kapelę, która zagrała ponad sto wesel w promieniu do 30 kilometrów. Wesela te, trwające od jednego do trzech dni, rozgrywały się głównie na podwórkach i w stodołach. Kapela prowadziła orszak aż pod próg kościoła, grając weselne marsze. Tradycją było rzucanie bilonu przez gości bezpośrednio na cymbały podczas tzw. wiwatów (przy składaniu życzeń i posagu) – pieniądze wpadały przez otwory rezonansowe, skąd muzyk wyciągał je dopiero po zakończeniu zabawy. Oprócz dużych uroczystości, kapela grywała również przy zimowych pracach.
Tęsknota za instrumentem
Gdy w 1974 roku przeszedł na wojskową emeryturę, obudziła się w nim głęboka tęsknota za muzyką młodości. Jako prawdopodobnie jedyny aktywny cymbalista ludowy w Warszawie, zapragnął powrócić do gry.
W 1986 roku podczas odwiedzin u rodziny w Tarnopolu przywiózł ze sobą pudło rezonansowe wykonane kilkanaście lat wcześniej przez kuzyna. Samodzielnie wykończył instrument – wykorzystał m.in. kołki z e starego fortepianu, samodzielnie wystrugał podstawki i palcatki. Co ciekawe, Antoni z racji swojej wojskowej kariery i sympatii do marszowego grania, wyciął jako otwory rezonansowe liry.
Ogólnopolskie festiwale, w tym ukochane przez niego turnieje w Gryfinie, przywróciły go na scenę. Cieszył się, że muzyka jego młodości nie ginie i potrafi zachwycić nowych słuchaczy. Zarejestrowany w 1995 roku i wydany właśnie przez In Crudo koncert z warszawskiego Remontu to jeden z najcenniejszych zapisów tej fascynującej, kresowej tradycji.
Gorąco zachęcam do odsłuchania tego albumu!
![]() |
| Cymbały Antoniego Suchorolskiego |


