Jan Girwidz (1912–1991) był jednym z tych cymbalistów, u których granica między życiem a muzykowaniem właściwie nie istniała. Urodził się na Wileńszczyźnie, w okolicach Brasławia, w wielodzietnej rodzinie chłopskiej Józefa Girwidza i Anny z domu Dudy. Dorastał w warunkach skromnych, od najmłodszych lat pracując w gospodarstwie i pomagając rodzinie.¹ Już wtedy ujawniały się jego zdolności praktyczne – zarówno do pracy w drewnie, jak i do muzyki – choć żadnej z tych umiejętności nie zdobywał w sposób szkolny.
Z cymbałami zetknął się dzięki krewnemu, który potrafił zarówno grać, jak i budować instrumenty. Początki były typowe dla muzyka ludowego: pożyczony instrument, próby „na słuch”, stopniowe dochodzenie do wprawy. Girwidz sam mówił, że uczył się „prawie sam przez siebie” i trudno mu było ocenić, czy gra dobrze – ale w praktyce szybko wszedł w lokalny obieg muzyczny.³
Przedwojenne wesela i powojenne losy w Węgorzewie
Jeszcze przed wojną grywał regularnie na weselach na Wileńszczyźnie. Była to działalność intensywna, wpisana w rytm życia wsi. Kapela, w której uczestniczył, miała skład charakterystyczny dla regionu: skrzypce, cymbały, harmonia dwurzędowa i bęben.³ Taki zestaw potwierdzają również badania nad tradycją muzyczną tego obszaru – cymbały nie były instrumentem solowym, lecz częścią zespołowej praktyki tanecznej.⁴
Wojna przerwała tę ciągłość. Girwidz został wywieziony na roboty w głąb Litwy, pracował przy melioracji, na kolei i w rolnictwie. W 1945 roku wstąpił do Wojska Polskiego, a po demobilizacji wrócił na krótko w rodzinne strony, by wkrótce – wraz z rodziną – opuścić je na zawsze. W 1946 roku osiadł w Węgorzewie i objął niewielkie gospodarstwo.¹
W nowych warunkach muzyka zeszła na dalszy plan, choć nie zniknęła całkowicie. Początkowo grywał jeszcze z innymi muzykantami, ale z czasem jego aktywność wyraźnie się zmieniła. Do cymbałów wrócił po latach, już bardziej prywatnie – grał dla rodziny, znajomych, czasem dla młodzieży. Nie występował na scenie, unikał sytuacji publicznych, a nawet nagrania radiowe odbywały się w jego domu.¹ To przesunięcie z grania „do tańca” w stronę grania „dla siebie” dobrze pokazuje los wielu tradycyjnych muzyków po 1945 roku.
Podwójna pasja: Rzeźba i budowa cymbałów
Równolegle rozwijał się jako rzeźbiarz i twórca ludowy. Sam nauczył się pracy w drewnie, zaczynając od prostych narzędzi, z czasem tworząc własny warsztat. Brał udział w przeglądach i wystawach, a jego prace trafiły do muzeów w Węgorzewie, Olsztynie, Suwałkach czy Toruniu.² W tym kontekście jego działalność muzyczna nie była czymś odrębnym, lecz częścią szerszej aktywności twórczej.
Szczególnie interesujące jest to, że Girwidz sam budował cymbały. Wykonał kilka instrumentów, ucząc się konstrukcji metodą prób i błędów. Wiedział z doświadczenia, jakie drewno „gra” lepiej, a jakie tłumi dźwięk. Zwracał uwagę na praktyczne detale – trwałość kołków, jakość rezonansu, wygodę gry. Nie trzymał się przy tym jednego wzorca: upraszczał instrument, ograniczał liczbę strun, dostosowywał go do własnych możliwości.³
Praktyka ponad teorię: Strój i technika gry
Podobnie było ze strojem i techniką gry. Nie potrzebował pełnej skali – wystarczał mu zakres około półtorej oktawy, pozwalający zagrać podstawowe melodie. Cymbały traktował jako narzędzie użytkowe, a nie instrument wymagający „poprawności” według zewnętrznych standardów.³
W późniejszych latach życia Girwidz coraz częściej występował w roli nauczyciela i depozytariusza pamięci. Chętnie dzielił się swoimi umiejętnościami z młodszymi, pokazywał, jak budować instrumenty, opowiadał o dawnych zwyczajach i muzyce. Jego dom stawał się miejscem spotkań, gdzie muzyka łączyła się z opowieścią, śpiewem i codziennością.¹
Skromny depozytariusz tradycji
Został doceniony jako twórca ludowy – w 1977 roku przyjęto go do Stowarzyszenia Twórców Ludowych, a w 1981 otrzymał odznakę Zasłużonego Działacza Kultury.² Jednocześnie pozostał człowiekiem skromnym, stroniącym od rozgłosu.
Jako cymbalista nie wpisuje się w obraz muzyka scenicznego czy wirtuoza. Jest raczej przykładem muzyka „użytkowego” – takiego, który gra, bo tego wymaga sytuacja, wspólnota, chwila. Jego biografia dobrze pokazuje, jak tradycja cymbałów przetrwała w XX wieku: nie dzięki instytucjom, lecz dzięki ludziom, którzy – nawet po przesiedleniach i zmianach świata – nadal potrafili po prostu grać.
Przypisy:
¹ B. Grąziewicz-Chludzińska, Rzeźbił i grał jak podpowiadało mu serce, Węgorzewo 2012.
² B. Grąziewicz-Chludzińska, Jan Girwidz z Węgorzewa, w: Nasze dziedzictwo kulturowe, cz. 1., Węgorzewo 2014.
³ P. Dahlig, Cymbaliści w kulturze polskiej, Warszawa 2013.
⁴ Tamże.


