Tegoroczny, 49. Międzynarodowy Jarmark Folkloru w Węgorzewie obfitował w znakomite wykonania muzyczne. Na scenie w parku etnograficznym można było usłyszeć bogatą reprezentację muzyków, również tych grających na cymbałach.
Święto tradycji: występy cymbalistów w Węgorzewie
Przed węgorzewską publicznością zaprezentowali się zarówno doświadczeni mistrzowie, jak i ich uczniowie:
- Kapela Cymbalistów z Ełku,
- Jakub Bukowski,
- Piotr Karpuk,
- Kapela Maciejka (z mistrzem Jakubem Bukowskim),
- Kapela Nowowiejska z Nowej Wsi Ełckiej (z mistrzem Przemysławem Stępkowskim),
- Filip Stępkowski (z mistrzem Jakubem Karpukiem),
- Jakub Karpuk (występ solowy),
- Kapela Lilia,
- Kapela Trzy Czwarte,
- Piotr Krupski z Elbląga (występ gościnny).
Wszyscy artyści spotkali się z entuzjastycznym przyjęciem słuchaczy. Decyzją jury cymbalista Jakub Karpuk otrzymał nominację do reprezentowania regionu podczas 61. Ogólnopolskiego Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu nad Wisłą w 2027 roku.
Granie połączone z edukacją – mój występ na scenie
W tym roku miałem przyjemność wystąpić na Jarmarku jako gość. Dnia 2 sierpnia o godzinie 11:30 zaprezentowałem 30-minutowy program, w którym postanowiłem połączyć muzykę z przystępną prelekcją.
Oprócz samej gry opowiedziałem słuchaczom o budowie i historii cymbałów, losach wileńskich cymbalistów, postaci mojego dziadka Józefa Krupskiego oraz o tym, jak sam zacząłem grać na tym instrumencie. Połączenie koncertu z przekazaniem porcji wiedzy o kontekście historycznym spotkało się z dużym zainteresowaniem. Dzięki temu słuchacze zabrali ze sobą nie tylko wrażenia dźwiękowe, ale i ciekawostki o dawnej kulturze muzycznej.

Jak radio z lat 30. wpłynęło na repertuar cymbalistów?
W trakcie występu nawiązałem do historii mojej rodziny. Stefan Sokołowski (teść Józefa Krupskiego) pasjonował się nowinkami technicznymi. W latach 30. XX wieku w Wilnie korzystał z tzw. odbiornika detektorowego (kryształkowego) – protoplasty współczesnego radia. Bliskość wileńskiej rozgłośni radiowej pozwalała na bieżąco słuchać najpopularniejszych wówczas piosenek, fokstrotów i tang.
Młody Józef Krupski, dorastający w czasach rewolucji radiowej i rozwoju kina dźwiękowego, miał świetny słuch. Nowoczesne przeboje zasłyszane z eteru bez trudu przenosił na struny swoich cymbałów, łącząc tradycję z miejską modą.
Aby to zilustrować, na zakończenie mojego występu zagrałem przedwojenne tango „Jest w pałacu dziś bal” z repertuaru Stefana Witasa. Był to pierwszy tego typu eksperyment w historii węgorzewskiej imprezy. Choć na festiwalach dominują melodie stricte ludowe, warto pamiętać, że cymbaliści już niemal sto lat temu chętnie sięgali po ówczesny repertuar popularny.
Rozmowy o tradycji i wyjątkowa pamiątka: łapcie ze sznurka
Jarmark Folkloru to dla mnie przede wszystkim czas spotkań z ludźmi. Podczas tegorocznej edycji miałem okazję porozmawiać z wieloma badaczami i twórcami. Wśród nich byli pracownicy Muzeum Kultury Ludowej w Węgorzewie, Anna Minkiewicz-Zaremba (Radio Olsztyn), Anna i Stanisław Bałdygowie, Dariusz Pojawa, Mirosław Nalaskowski, Barbara Grąziewicz-Chludzińska, Józef Murawski, Anna Adamowicz, Tomasz Nowak, Gustaw Juzala-Deprati oraz cymbaliści z Ełku. Niezwykle cenne były także rozmowy z Vaidą Naruševičiūtė (organizatorką niedawnych warsztatów w Marcinkonys na Litwie, na których miałem prelekcję i koncert) oraz z Nastą Niakrasavą na temat tradycji cymbalistów na Białorusi.

Wyjątkowym momentem było prywatne spotkanie z Barbarą Grąziewicz-Chludzińską i Mirosławem Nalaskowskim. Otrzymałem od Pani Basi niezwykły eksponat – blisko 40-letnie łapcie, w których pod koniec lat 80. i w latach 90. XX w. występował mój brat cioteczny, Andrzej Zajko. Wykonał je około 1988 roku cymbalista Józef Iwanowski. Z braku tradycyjnego materiału użył do ich wyplecenia… sznurka hydraulicznego. W łapciach wyplecionych przez Iwanowskiego występowała również Kapela z Sulim i inni cymbaliści, w tym mój dziadek Józef Krupski.

Czym właściwie były łapcie?
Łapcie to dawne, lekkie obuwie wyplatane techniką krzyżową z taśm łyka drzewnego (najczęściej lipowego, brzozowego lub wiązowego). Noszono je powszechnie jeszcze w XIX wieku i na początku XX wieku na terenach Polski (m.in. na Kurpiach, Podlasiu i u Lasowiaków), a także na Białorusi, Litwie, Łotwie, Estonii, Ukrainie, w Rosji i Finlandii. Wkładano je na stopy owinięte w płócienne onuce i mocowano rzemieniem lub sznurkiem.

Podziękowania
Serdecznie dziękuję Muzeum Kultury Ludowej w Węgorzewie za zaproszenie i gościnność. Słowa podziękowania kieruję również do pracowników firmy ochroniarskiej zabezpieczającej wydarzenie – dzięki ich sprawnej pomocy udało mi się przedostać przez gęsty tłum wczasowiczów i zdążyć na scenę dokładnie na czas.
Zapraszam do obejrzenia nagrań wideo z występów cymbalistów w zakładce Wideo.

Bardzo ciekawy i wartościowy tekst.
Podoba mi się połączenie relacji z historią naszej rodziny i opowieścią o tradycji wileńskich cymbalistów. Dzięki takim występom i publikacjom pamięć o dziadku Józefie, dawnym repertuarze oraz ludziach związanych z tą muzyką nie tylko nie ginie, ale zaczyna żyć na nowo. Takie historie czyta się to z prawdziwym zainteresowaniem.
Dobra, potrzebna robota — oby powstawało więcej takich tekstów i spotkań.