Wspólna pasja do historii potrafi połączyć ludzi w najmniej oczekiwanych momentach. Hansa-Joachima Pfau poznałem jeszcze w czasach, gdy zajmowałem się muzyką elektroniczną. Obaj mocno interesowaliśmy się przeszłością Elbląga – to właśnie ta fascynacja zainspirowała mnie do wydania w 2008 roku elektronicznego albumu „Elbing 1904”, na którym spróbowałem oddać klimat miasta z tamtych lat. Po pewnym czasie nasze drogi skrzyżowały się ponownie, ale w zupełnie innych okolicznościach.
Kim jest Hans-Joachim Pfau?
Dla pamięci historycznej naszego miasta to postać niezwykle zasłużona. Urodził się w 1935 roku w ówczesnym Elbingu. Choć od 1947 roku na stałe mieszka w Niemczech, nigdy nie zerwał kontaktu z rodzinnymi stronami i regularnie nas odwiedza. Z zawodu jest stolarzem i snycerzem, a prywatnie przewodniczy stowarzyszeniu Elbing-Club-Pangritz-Kolonie.
Jego ogromną pasją jest kolekcjonowanie elbląskich pamiątek, starych druków czy monet. Z własnych funduszy wydał nawet siedem książek o lokalnej historii, a elbląskie muzeum regularnie bogaci się dzięki jego cennym darom. Odwzorowywanie historycznych budowli to jego wielka pasja, a darowane miastu makiety (jak choćby wcześniejsza makieta Zamku Wysokiego) stają się ozdobą lokalnych zbiorów.
Wielki dar dla miasta i niespełnione marzenie
W 2013 roku Hans-Joachim przekazał Elblągowi swoje kolejne wielkie dzieło – wykonaną z kilkusetletniego drewna lipowego makietę Starego Miasta w skali 1:300. Model ten drobiazgowo odtwarza układ zabudowy z 1635 roku, czyli z czasów szwedzkich. Całość powstała na bazie szczegółowej literatury historycznej, a gotowy efekt można dziś oglądać w Ratuszu Staromiejskim.
Kameralny koncert na bankiecie
Z okazji oficjalnego przekazania makiety w Hotelu Arbiter zorganizowano uroczysty bankiet. Na sali zebrało się eleganckie, polsko-niemieckie grono – pojawili się dawni niemieccy mieszkańcy miasta oraz członkowie Stowarzyszenia Ludności Pochodzenia Niemieckiego Ziemi Elbląskiej.
Ponieważ Hans-Joachim doskonale pamiętał moje dawne, elektroniczne projekty muzyczne, zaproponował, żebym uświetnił to wydarzenie krótkim występem. Tym razem jednak nie było syntezatorów. Przyniosłem ze sobą mój obecny instrument – cymbały. W bankietowej przestrzeni hotelu dźwięk cymbałów niósł się znakomicie, tworząc świetny, kameralny klimat, który idealnie wpisał się w charakter tego spotkania.
Zapraszam do przejrzenia pamiątkowych zdjęć z uroczystości!

