Cymbalista wileński Jan Czarnecki: Historia instrumentu i ocalonego repertuaru

Polskie Radio wyemitowało niezwykle ciekawą audycję poświęconą wileńskiemu cymbaliście Janowi Czarneckiemu. To wyjątkowo cenny dokument fonograficzny, w którym możemy usłyszeć nie tylko bezpośrednie wypowiedzi samego bohatera, ale przede wszystkim unikalne brzmienie jego instrumentu. Co szczególnie ważne dla ciągłości tradycji, muzyczne dziedzictwo przetrwało w rodzinie – grę na tych samych cymbałach oraz dawny repertuar przejął jego wnuk, Michał Żak, ceniony multiinstrumentalista i kompozytor.

Cymbalista Jan Czarnecki
Jan Czarnecki

Archiwalnego nagrania oraz wspomnień można posłuchać bezpośrednio na stronie Polskiego Radia pod tym adresem: 🔊 https://polskieradio.pl/8/478/Artykul/2640621.

Młodość na Wileńszczyźnie i pierwsze kroki

Jan Czarnecki urodził się 11 listopada 1927 roku we wsi Sitce Wielkie, w gminie Parafianów (dawne województwo wileńskie, obecnie tereny Białorusi). Od najmłodszych lat dorastał w środowisku przepełnionym muzyką – jego matka miała piękny głos i często śpiewała wspólnie z dziećmi. Kluczowym impulsem do nauki gry były jednak wizyty u wuja, Wincentego Czarneckiego, który był zapalonym cymbalistą. Młody Jan z fascynacją przysłuchiwał się jego domowym pograjkom.

Własny instrument otrzymał w wieku 12 lat – cymbały zbudował dla niego lokalny stolarz. Podstaw techniki gry oraz trudnej sztuki strojenia nauczył go Aleksander Grygorowicz, wiejski muzykant-samouk. Chłopak szybko zaczął występować na lokalnych uroczystościach: odpustach, weselach i wiejskich potańcówkach. Grał w tradycyjnym składzie z harmonistą oraz bębnistą, wykonując typowy dla tamtych stron repertuar: polki, walczyki, krakowiaki, marsze, oberki oraz karoboczki.

Wojenny dramat i przymusowa tułaczka

Spokojny rozwój muzyczny przerwał wybuch II wojny światowej. Choć początkowo w samej wsi było względnie spokojnie, a młody cymbalista wciąż grywał na lokalnych zabawach, losy odwróciły się w 1943 roku. Niemcy spalili wówczas wioskę Sitce Wielkie, a w pożarze bezpowrotnie zniszczeniu uległy jego pierwsze cymbały.

Dalsza część wojny przyniosła kolejne dramatyczne wydarzenia. Po odmowie wcielenia do wojska sowieckiego, Czarnecki został przeznaczony do wywózki. Udało mu się jednak uciec z transportu zsyłkowego i przedostać na Lubelszczyznę. Tam dołączył do II Armii Wojska Polskiego, przechodząc z nią szlak bojowy, który zakończył się na Pomorzu. To właśnie tam postanowił osiąść na pierwsze powojenne lata.

Instrument z poniemieckiego fortepianu (Gryfice 1946)

W 1946 roku w Gryficach Jan Czarnecki postanowił wrócić do muzyki. Zamówił u lokalnego stolarza nowy instrument, który powstał w nietypowych, powojennych realiach. Jako płytę wierzchnią wykorzystano deskę odzyskaną ze starego, poniemieckiego fortepianu. Drewno to, pokryte czarnym lakierem, nadało cymbałom nie tylko specyficzny wygląd, ale też bardzo charakterystyczne, głębokie brzmienie.

Instrument został zbudowany według dokładnych wskazówek Czarneckiego i w pełni odwzorowywał konstrukcję tradycyjnych cymbałów wileńskich. Choć były diatoniczne, były bardzo poręczne i całkowicie zaspokajały potrzeby wykonawcze muzykanta. Do ich budowy wykorzystano m.in. drut telegraficzny oraz oryginalne fortepianowe kołki stroikowe. Od tamtego momentu instrument towarzyszył Czarneckiemu we wszystkich kolejnych miejscach osiedlenia.

Dolnośląska stabilizacja i domowy repertuar

Po kilku latach spędzonych na Pomorzu, gdzie Czarnecki grywał na dożynkach w składach z harmonią, trąbką i bębenkiem obręczowym (a także sam opanował grę na akordeonie), muzyk przeprowadził się na Dolny Śląsk. Najpierw mieszkał we wsi Zielonka, a następnie osiadł na stałe w Zgorzelcu, podejmując pracę zawodową w Elektrowni Turów.

W Zgorzelcu poznał innego przesiedlonego muzyka – Bronisława Usinowicza, znakomitego cymbalistę pochodzącego z dawnego województwa nowogródzkiego. Obaj muzycy spędzali czas na wspólnych wspomnieniach z Wileńszczyzny, wymienianiu się przedwojennymi melodiami i doświadczeniami technicznymi. Choć Usinowicz namawiał Czarneckiego na wyjazdy na ogólnopolskie przeglądy i festiwale (np. do Rzeszowa), ten konsekwentnie odmawiał. Wolny czas wolał poświęcać na prezentacje w zgorzeleckich szkołach, muzeach, na spotkaniach kombatanckich oraz na codzienne granie dla rodziny w domowym zaciszu.

Jego repertuar wyraźnie odzwierciedlał tę podwójną tożsamość. Na cymbałach grał wyłącznie utwory tradycyjne: krakowiaki, oberki oraz specyficzne, wileńskie polki (w tym tzw. szabasówka). Z kolei przedwojenne tanga, fokstroty czy kolędy, które na bieżąco podchwytywał ze słuchu z radia i telewizji, wykonywał zazwyczaj na akordeonie lub harmonijce ustnej. Jedno z nielicznych czystych brzmieniowo nagrań Jana Czarneckiego pochodzi z 1974 roku, kiedy to jego zięć zarejestrował wesele córki na prywatnym magnetofonie szpulowym.

Współczesna kontynuacja dziedzictwa

Jan Czarnecki zmarł w 2015 roku, pozostając do końca życia mentalnym repatriantem, który z powodu wojennych traum nigdy nie zdecydował się na powrót w rodzinne strony. Pamięć o nim jest jednak wciąż żywa dzięki jego wnukowi. Michał Żak – zawodowy muzyk, kompozytor i producent związany z takimi składami jak Tęgie Chłopy czy Janusz Prusinowski Kompania – od ponad 15 lat aktywnie zajmuje się muzyką tradycyjną.

Blisko 80-letni instrument z Gryfic przebył długą drogę przez Świdwin, Zielonkę i Zgorzelec, trafiając ostatecznie na lubelską wieś. Do dziś zachowała się na nim większość oryginalnych strun z drutu telegraficznego oraz kołków z poniemieckiego fortepianu. Michał Żak regularnie koncertuje i nagrywa na tym unikalnym zabytku, wykonując zarówno dawny repertuar Wileńszczyzny, jak i własne, autorskie kompozycje inspirowane tradycją.

Udostępnij

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nowości z cymbaly.com.pl

Zapisz się, by otrzymywać wieści ze świata cymbałów.

Please wait...

Dziękujemy za zapisanie się.

Przewijanie do góry